Scenka startowa: dwa biurka, dwa podejścia do egzaminu
Na jednym biurku leży stos nieotwartych repetytoriów, pogniecione kartki z napisem „od jutra zaczynam” i telefon z włączonym TikTokiem. Na drugim – cienki segregator z datami, kilka długopisów, butelka wody i wydrukowany arkusz z poprzedniego roku z naniesionymi poprawkami. Dwóch uczniów, ten sam egzamin, zupełnie inne szanse – nie dlatego, że jeden jest „geniuszem”, a drugi „słabszy”, ale dlatego, że przez ostatnie miesiące ich dni wyglądały inaczej.
Egzamin ósmoklasisty i matura są bardziej maratonem niż sprintem. W maratonie nie wygrywa ten, kto na pierwszych 200 metrach biegnie najszybciej, tylko ten, kto potrafi rozsądnie rozłożyć siły, ma plan i trzyma tempo, nawet gdy mu się nie chce. Przygotowanie do egzaminu działa podobnie – liczy się system, a nie pojedyncze „zrywy motywacji”.
Stawka jest wysoka: od wyniku zależy, do jakiego liceum, technikum czy na jakie studia dostaniesz się w pierwszej kolejności. Jednocześnie egzamin nie jest wyrokiem na całe życie – to ważny etap, ale nie jedyny. Zamiast paraliżu i myśli „jak ja to wszystko ogarnę?”, dużo skuteczniejsze jest pytanie: „co konkretnie mogę zrobić dziś, w tym tygodniu, w tym miesiącu?”. I na to pytanie da się odpowiedzieć bardzo precyzyjnie.
Od czego w ogóle zacząć: diagnoza punktu wyjścia
Sprawdzenie, gdzie jesteś z materiałem
Większość uczniów opiera swoje poczucie przygotowania na wrażeniu: „chyba coś umiem”, „chyba jestem w tyle”. To prosta droga do zaskoczenia na egzaminie. Pierwszy krok to małe, uczciwe „sprawdzam” – najlepiej poprzez rozwiązanie pełnego próbnego arkusza z zegarkiem.
Dla ósmoklasisty oznacza to jeden dzień na każdy przedmiot: dzień polskiego, dzień matematyki, dzień języka obcego. Dla maturzysty – osobne podejście do matury podstawowej z polskiego, matematyki, języka obcego oraz rozszerzeń (np. matematyka, biologia, historia). Kluczowe jest, by:
- ustawić stoper na czas identyczny jak na prawdziwym egzaminie,
- pracować w ciszy, bez telefonu, bez przerw „na scrolla”,
- po zakończeniu sprawdzić arkusz z oficjalnym kluczem, a nie „na czuja”.
Już jeden taki arkusz na przedmiot daje obraz, gdzie jesteś naprawdę, a nie gdzie chciałbyś być.
Prosty podział: „umiem”, „kojarzę”, „nie mam pojęcia”
Surowy wynik punktowy to za mało. Potrzebujesz zobaczyć, skąd biorą się straty. Dobrym narzędziem jest trójdzielny podział zadań i zagadnień:
- „Umiem” – zadania, które zrobiłeś poprawnie, byłeś pewny sposobu i wyniku, mógłbyś je wytłumaczyć komuś innemu.
- „Kojarzę” – coś pamiętasz, ale mylisz wzory, robisz błędy w rachunku, nie doprowadzasz do końca, plączesz się w konstrukcji wypowiedzi.
- „Nie mam pojęcia” – zadania, przy których nie wiedziałeś, jak zacząć, albo nawet nie kojarzysz tematu.
Weź kartkę, wypisz numery zadań i przypisz je do jednej z trzech kolumn. Dla każdego zadania w kolumnie „kojarzę” i „nie mam pojęcia” dopisz krótką notatkę: „procenty”, „geometria – objętość”, „analiza i interpretacja wiersza”, „czas Present Perfect”, „funkcja liniowa – wykres”. Powstanie mapa luk, która będzie podstawą planu nauki.
Analiza wyników: treść, strategia, tempo, stres
Punkty uciekają z czterech głównych powodów: brak wiedzy, zła strategia, zbyt wolne tempo, wysoki poziom stresu. Warto przeanalizować każdy z nich osobno:
- Treść: jeśli regularnie tracisz punkty na tym samym typie zadań (np. czytanie ze zrozumieniem, procenty, słowotwórstwo), to sygnał, że temat wymaga spokojnego powtórzenia od podstaw, nie „na szybko”.
- Strategia: niektóre zadania umiesz, ale źle czytasz polecenia, nie podkreślasz słów kluczowych, pomijasz kolejne części pytania – tu pomoże trening rozwiązywania arkuszy z naciskiem na analizę poleceń.
- Tempo: jeśli kończy ci się czas, zanim dojdziesz do końca arkusza, potrzebujesz pracy nad organizacją pracy na egzaminie: przeskakiwania trudnych zadań, kontrolowania czasu co kilka zadań, ograniczenia „dłubania” w jednym przykładzie.
- Stres: gdy w domu wychodzi 70–80%, a w szkole na próbnym 40–50%, to nie tylko kwestia treści. Tu wchodzą techniki oddechowe, oswojenie sytuacji egzaminu, a czasem wsparcie psychologa lub rozmowa z wychowawcą.
Już po dwóch–trzech „próbnych” arkuszach (rozrzuconych w czasie) zobaczysz typowy schemat swoich błędów. Cel przygotowań to ten schemat świadomie rozbić.
Różnice między egzaminem ósmoklasisty a maturą
Egzamin ósmoklasisty i matura różnią się zakresem i głębokością materiału, ale logika przygotowań jest podobna. Ósmoklasista ma trzy przedmioty obowiązkowe: język polski, matematykę, język obcy. Maturzysta musi ogarnąć minimum trzy egzaminy obowiązkowe (polski, matematyka, język obcy na poziomie podstawowym) i co najmniej jedno rozszerzenie.
Dla ósmoklasisty kluczowa jest solidna podstawa – dobrze opanowane fundamenty: czytanie ze zrozumieniem, podstawowe typy wypowiedzi pisemnych, rachunki, procenty, ułamki, podstawowa gramatyka i słownictwo. Matura, szczególnie rozszerzona, wymaga znacznie większej głębokości: umiejętności analizy, interpretacji, łączenia wiedzy z różnych działów, a nie tylko odtwarzania gotowych schematów.
Dlatego maturzysta powinien szczególnie pilnować łączenia nauki teorii z rozwiązywaniem zadań otwartych i analizą tekstów źródłowych, a ósmoklasista – systematycznego przerabiania podstaw, często nawet od 6–7 klasy, bo luka z tego okresu uderza w 8 klasie ze zdwojoną siłą.
W obu przypadkach pierwszy krok jest ten sam: rzetelna diagnoza, a nie „zgadywanie” swojego poziomu.
Ustalenie celu i planu: od ogólnego marzenia do konkretnego kalendarza
Cel wynikowy i cel procesowy
„Chcę dobrze zdać” nic nie znaczy. „Chcę mieć 85% z matematyki” brzmi lepiej, ale wciąż jest zbyt ogólne, jeśli nie stoi za tym plan. Dlatego przy planowaniu przygotowań warto rozróżnić dwa typy celów:
- Cel wynikowy – konkretny procent lub liczba punktów, którą chcesz osiągnąć na egzaminie, powiązana z progiem punktowym do szkoły lub na kierunek.
- Cel procesowy – to, co robisz co tydzień i codziennie: liczba arkuszy, liczba zadań, liczba godzin nauki, liczba powtórek.
Przykład dla ósmoklasisty: chcesz dostać się do dobrego liceum, które zwykle przyjmuje uczniów z wynikiem min. 80% z każdego przedmiotu. Po diagnozie wychodzi, że masz: 65% z polskiego, 50% z matematyki, 70% z angielskiego. Cel wynikowy na matematyce: podnieść wynik do 80%. Cel procesowy: 4 razy w tygodniu po 45 minut matematyki + 2 arkusze miesięcznie od teraz do kwietnia.
Dla maturzysty plan może wyglądać tak: „Potrzebuję min. 75% z rozszerzonej biologii, żeby mieć realne szanse na kierunek medyczny. Aktualnie na próbnym mam 50%. Dlatego co tydzień robię: 1 pełny arkusz rozszerzony, 3 sesje po 60 minut na powtórkę teorii z jednego działu, 1 sesję na powtórzenie błędów z poprzednich arkuszy”. Tak skonkretyzowany cel procesowy daje coś, co można codziennie odhaczać.
Plan rok–miesiąc–tydzień–dzień
Nauka do egzaminu trwa długo. Bez „rozbicia” czasu na mniejsze jednostki łatwo wpaść w pułapkę: „jeszcze mam czas”. Pomaga podejście warstwowe:
Jeśli uczysz się w szkole, która dba o systematyczność i organizację pracy, łatwiej wpasować własny plan w szkolny rytm. Przykładem są placówki stawiające na praktyczne podejście do nauki, takie jak Szkoła Orchówek, gdzie kładzie się nacisk na realne umiejętności, a nie tylko „odhaczanie tematów”. Inspirując się takim podejściem, warto traktować swój plan nauki jak projekt, a nie „luźne postanowienie”.
- Rok / semestr: określenie, które miesiące są na „robienie materiału”, a które na „intensywne powtórki i arkusze”.
- Miesiąc: konkretne działy do przerobienia z każdego przedmiotu.
- Tydzień: rozkład bloków nauki – np. poniedziałek: polski+matematyka, wtorek: matematyka+angielski, środa: polski+angielski, itd.
- Dzień: 2–4 bloki nauki po 25–50 minut, przeplatane przerwami.
Przykład dla ósmoklasisty od października do kwietnia:
- Październik–grudzień: powtórka i uzupełnianie braków z klas 6–7 (co tydzień inny dział), połączone z pojedynczymi zadaniami z arkuszy.
- Styczeń–luty: intensywniejsze rozwiązywanie arkuszy co 2 tygodnie, plus dalsze łatanie luk.
- Marzec–kwiecień: jeden pełny arkusz tygodniowo z każdego przedmiotu, praca na błędach, krótkie powtórki teorii.
Dla maturzysty z rozszerzeniami ten podział powinien być jeszcze bardziej precyzyjny (np. osobne miesiące na konkretne epoki literackie lub działy z matematyki). Dobrą praktyką jest zapisanie planu w kalendarzu papierowym lub cyfrowym i ustawienie przypomnień, a także lekkie zostawianie „luzu” (np. jeden dzień w tygodniu bez zaplanowanej nauki na nadrobienie ewentualnych zaległości).
Jak połączyć kilka przedmiotów bez przegrzania
Ósmoklasista musi połączyć polski, matematykę i język obcy, maturzysta – często 4–6 egzaminów. Jeśli spróbujesz robić wszystko naraz, szybko się zniechęcisz. Pomagają dwie zasady:
- Naprzemienność typów zadań: po bloku z matematyki (zadania ścisłe) zrób blok z języka (słownictwo, słuchanie) albo z polskiego (czytanie, pisanie). Mieszanie humanistyki i ścisłych przedmiotów zmniejsza mentalne zmęczenie.
- Priorytetyzacja: więcej czasu tygodniowo dajesz przedmiotom, które ważą najwięcej w rekrutacji lub sprawiają największe trudności. Nie musisz rozkładać czasu po równo.
Przykładowo, ósmoklasista celujący w dobre liceum może ułożyć tydzień tak: 3 dni w tygodniu z dwoma blokami matematyki, 2 dni z polskim, 2 dni z angielskim, przy czym angielskiego „zahacza” także krótkimi, codziennymi aktywnościami (serial, aplikacja, fiszki). Maturzysta z rozszerzoną matematyką i biologią może mieć: 3 dni z matematyką (po 2 bloki), 3 dni z biologią (po 2 bloki), a codziennie krótką, 20-minutową sesję z językiem obcym.
Im bardziej szczegółowo zaplanujesz proces (liczba bloków, typ zadań, określone dni tygodnia), tym mniej będziesz polegać na „nastroju”. Plan nie musi być idealny, musi być wystarczająco dobry i wykonywalny.

Jak się uczyć, żeby naprawdę zapamiętać: techniki i nawyki
Od „zakuwania” do mądrego powtarzania
Model „zakuć–zdać–zapomnieć” nie działa przy dużych egzaminach. Materiał jest zbyt obszerny, by go wcisnąć do głowy w jednym tygodniu. Klucz to regularne, powtarzane w odstępach utrwalanie – tak, żeby mózg uznał daną informację za ważną i „opłacalną” do trzymania w pamięci.
Dużo skuteczniejsze od kilkugodzinnego siedzenia nad jednym działem jest korzystanie z krótszych sesji: 25–50 minut nauki, 5–10 minut przerwy. W czasie bloku skupiasz się na jednym konkretnym zadaniu (np. „zadania tekstowe z procentami”, „analiza jednego wiersza”, „słownictwo z działu szkoła/praca”), odkładasz telefon i eliminujesz rozpraszacze. W przerwie wstajesz, poruszasz się, patrzysz w dal, pijesz wodę – ale nie scrollujesz, bo to „porywa” uwagę.
To nie znaczy, że masz się uczyć po 5 godzin dziennie. Często 2–3 dobrze przepracowane bloki dziennie przez kilka miesięcy daje więcej niż tygodniowy „obóz przetrwania” w kwietniu.
Powtórki rozłożone w czasie (spaced repetition) w praktyce
Jak układać powtórki, żeby nie tonąć w materiale
Uczeń siada do biurka z postanowieniem: „Dzisiaj powtórzę wszystko z biologii”. Po dwóch godzinach ma wrażenie totalnego chaosu i zero poczucia postępu. Kto inny bierze tylko jeden dział, rozkłada go na małe porcje i wraca do nich co kilka dni – po miesiącu widzi, że pytania z tego tematu robi niemal automatycznie.
Żeby powtórki rozłożone w czasie działały, musisz przestać myśleć o powtarzaniu jak o „odfajkowaniu rozdziału za jednym zamachem”. Działa prosta zasada: mniejsze porcje, częściej, z rosnącymi odstępami.
- Najpierw: pierwszy kontakt – uczenie się nowego materiału (np. dział z historii, zestaw słówek, definicje z chemii).
- Następnie: pierwsza szybka powtórka po 1–2 dniach – krótko, najlepiej w formie zadań lub quizu, a nie samego czytania.
- Kolejna: po tygodniu – znów aktywnie, np. kilka zadań z tego działu, napisanie własnymi słowami najważniejszych definicji.
- Dalsze: po 3–4 tygodniach – już jako część „miksu” zadań z różnych działów.
Dla wielu uczniów najlepiej działa prosta tabela w zeszycie lub arkuszu kalkulacyjnym: temat, data nauki, daty powtórek. Inni korzystają z aplikacji typu Anki, Quizlet czy własne fiszki na kartonikach – ważne, żeby system „pilnował” cię, kiedy coś powtórzyć, a nie żebyś miał to w głowie.
Mini-wniosek: nie licz, że zapamiętasz coś na stałe po jednym porządnym przerobieniu. Prawdziwa nauka zaczyna się w momencie pierwszej i drugiej powtórki, nie w chwili „odhaczenia” tematu.
Aktywne uczenie się zamiast pasywnego „czytania oczami”
Dwóch maturzystów siada z tym samym podręcznikiem. Jeden „czyta, aż wejdzie”, podkreśla kolorowymi zakreślaczami i ma poczucie, że „dużo zrobił”. Drugi po każdym akapicie zamyka książkę i próbuje własnymi słowami streścić, co przed chwilą przeczytał, potem robi 3–4 zadania z tego fragmentu. Po tygodniu ten pierwszy pamięta głównie kolorowe plamy, ten drugi – schematy rozwiązań.
Aktywna nauka to każda forma, w której mózg musi coś „zbudować”, a nie tylko przyjąć gotowy tekst. Przykłady:
- zamiast czytać definicję – wypisz ją z pamięci i porównaj z książką, popraw, dopisz brakujące elementy,
- zamiast patrzeć na rozwiązane zadanie – zakryj rozwiązanie, spróbuj je odtworzyć krok po kroku,
- zamiast podkreślać – rób krótkie notatki w formie pytań, na które odpowiadasz (np. „Jakie są cechy dramatu romantycznego?”, „Kiedy stosujemy wzory skróconego mnożenia?”),
- zamiast słuchać nauczyciela/podcastu bezmyślnie – zatrzymuj co kilka minut i zapisuj kluczowe myśli jednym zdaniem.
Taka forma pracy na początku wydaje się wolniejsza, ale to złudzenie. Pasywna nauka jest jak nalewanie wodą po gładkiej powierzchni – chwilę jest mokra, potem wszystko spływa. Aktywna zostawia ślad – może krótszą listę zagadnień, ale znacznie mocniej „wbudowanych” w pamięć.
Testowanie się jak na egzaminie
Ósmoklasista bierze arkusz z matematyki i rozwiązuje go, zerkając co chwilę do zeszytu z przykładami. Czuje się pewnie. Kiedy jednak na próbnej w szkole nie może już zajrzeć do notatek, okazuje się, że „bez podpórek” rozumie połowę zadań. To właśnie różnica między nauką z podpórkami a prawdziwym sprawdzeniem się.
Wbuduj w swój plan regularne sesje testowe:
- 1–2 razy w miesiącu pełny arkusz z jednego przedmiotu, na czas, w warunkach jak najbliższych egzaminowi (bez telefonu, bez notatek, tylko przybory, które możesz mieć na sali),
- krótsze „mini-sprawdziany” – 15–20 minut na kilka zadań z jednego działu, np. rano przed szkołą lub po obiedzie,
- samodzielne tworzenie pytań: np. po lekturze wypisz 10 pytań, które mógłbyś dostać na egzaminie, i spróbuj na nie odpowiedzieć po kilku dniach.
Po każdej takiej sesji kluczowe są dwie rzeczy: policzenie punktów (żeby śledzić postępy) i analiza błędów – co poszło nie tak, z jakiego powodu i co robić inaczej następnym razem. Bez tej drugiej części arkusze zamieniają się w mechaniczną „produkcję”, która niewiele wnosi.
Notatki, które naprawdę pomagają (a nie tylko ładnie wyglądają)
Kolorowe zeszyty w social mediach potrafią wciągnąć – piękne nagłówki, zakreślacze w pięciu odcieniach. Problem w tym, że często więcej czasu idzie na „projektowanie”, niż na myślenie o treści. Uczeń z niepozornym, trochę bazgranym zeszytem częściej radzi sobie lepiej, jeśli jego notatki wymuszają na nim myślenie.
Pomocne są trzy proste formaty:
- Mapy myśli – dobre przy powtórce z polskiego, historii, WOS-u, biologii; w środku temat (np. „Pozytywizm”), odchodzą gałęzie: kontekst epoki, główne idee, autorzy, kluczowe utwory, motywy; rysujesz strzałki, dopisujesz powiązania.
- Tabela „wiem – nie wiem” – po przerobieniu tematu dzielisz kartkę na dwie kolumny: po lewej rzeczy, które umiesz wytłumaczyć własnymi słowami, po prawej te, których nie rozumiesz; prawa kolumna staje się listą zadań na kolejne sesje.
- Fiszki – papierowe lub w aplikacji; na jednej stronie pytanie/hasło („przypadki użycia strony biernej w angielskim”, „wzór na pole koła”), na drugiej stronie odpowiedź; fiszki świetnie działają w kolejce, w autobusie, w krótkich przerwach.
Klucz nie w tym, ile kolorów użyjesz, ale czy w czasie robienia notatek naprawdę przetwarzasz informację: skracasz, porządkujesz, łączysz. Notatki są narzędziem, nie celem samym w sobie.
Rytuały nauki: jak „odpalać” mózg na naukę bez walki ze sobą
Niektórzy codziennie toczą tę samą walkę: „Zacznę za pięć minut”. Mija pół godziny, dalej scrollują. Kiedy jednak wprowadzisz kilka prostych rytuałów, wejście w tryb nauki staje się mniej zależne od nastroju.
Może to wyglądać tak:
- Stała pora – np. zawsze po obiedzie o 17:00 siadasz na pierwszy blok; mózg szybko zacznie kojarzyć tę godzinę z nauką.
- Stałe miejsce – ten sam stół, ten sam zestaw przyborów; łóżko się nie sprawdza, bo kojarzy się z odpoczynkiem.
- Krótki „starter” – np. 5 minut porządkowania biurka i przeglądu planu, potem od razu jedno łatwiejsze zadanie, żeby „rozgrzać” głowę.
Takie rytuały zmniejszają liczbę decyzji, które musisz podjąć („kiedy?”, „co?”, „gdzie?”). Im mniej decyzji, tym mniej wymówek. Po kilku tygodniach wejście w naukę zaczyna przypominać automatyzm, nie heroiczną mobilizację.
Energia, sen i przerwy – zaplecze, bez którego techniki nie działają
Uczeń siedzi nad arkuszem do północy, rano jest półprzytomny i zły na siebie, że „nie idzie”. Drugi kończy naukę o 21:30, przed snem odkłada telefon, rano wstaje w miarę wypoczęty i robi kilka zadań na świeżą głowę. Oboje poświęcają dużo czasu, ale efekty mają zupełnie inne.
Kilka prostych zasad, które często robią większą różnicę niż „magiczne techniki pamięciowe”:
- Sen – w okresie przygotowań sen poniżej 7 godzin to proszenie się o problemy z koncentracją i pamięcią; wieczorem lepiej zrobić o 3 zadania mniej, niż uciąć sobie godzinę snu.
- Przerwy – po 25–50 minutach nauki wstań, rozciągnij się, przejdź się po pokoju; krótkie oderwanie od książki często ratuje przed zawieszaniem się nad jednym zadaniem.
- Ruch – nie chodzi o siłownię pięć razy w tygodniu; 15–20 minut szybszego spaceru, jazda na rowerze czy proste ćwiczenia w domu potrafią odblokować głowę po ciężkim dniu.
Bez zadbania o ciało najfajniejszy plan nauki może się rozsypać, bo zwyczajnie zabraknie ci paliwa. Nauka do dużego egzaminu jest bardziej maratonem niż sprintem.
Strategie dla poszczególnych przedmiotów: ósmoklasista
Język polski – od lektur do sprawnego pisania
Ósmoklasista często mówi: „Polski się albo umie, albo nie”. Zwykle oznacza to, że czytał lektury, ale nigdy nie przećwiczył świadomie tego, co egzamin faktycznie bada: czytania ze zrozumieniem, wyciągania wniosków, pisania pod temat, a nie „obok”.
Dobrym punktem startu jest lista lektur obowiązkowych. Nie chodzi o to, żeby znać wszystkie na pamięć, ale żeby mieć z każdej:
- krótkie streszczenie (maksymalnie jedna strona),
- główne wątki i relacje między bohaterami,
- najważniejsze motywy (np. przyjaźń, rodzina, patriotyzm, dojrzewanie),
- 2–3 sceny lub cytaty, które możesz wykorzystać w opowiadaniu lub rozprawce.
U wielu uczniów pomaga prosty zabieg: jedna lektura – jedna kartka. Zamiast piętnastu stron notatek, masz jedną przejrzystą planszę, do której wracasz kilka razy przed egzaminem.
Drugi filar polskiego to czytanie ze zrozumieniem. Zamiast przerabiać jedynie „gotowe testy”, dobrze jest regularnie:
- czytać krótkie teksty publicystyczne, artykuły, fragmenty opowiadań,
- po każdym tekście zadać sobie kilka pytań: „Jaki jest główny problem?”, „Jaki jest stosunek autora do opisywanej sytuacji?”, „Które fragmenty to argumenty, a które przykłady?”,
- próbować samodzielnie ułożyć 2–3 pytania testowe do tekstu (takie, jakie mogłyby pojawić się w arkuszu).
Trzecia sprawa to wypowiedzi pisemne. Tu pomaga prosty schemat treningu:
- Wybierasz jeden typ wypowiedzi (np. rozprawkę).
- Rozpisujesz sobie szkielet: wstęp z tezą, 2–3 argumenty, zakończenie z podsumowaniem.
- Ćwiczysz samo układanie planów – np. 10–15 minut na wymyślenie tezy i argumentów do kilku tematów, bez pełnego pisania.
- Raz w tygodniu piszesz jedną całą wypowiedź na czas (np. 45–60 minut), a potem porównujesz z kryteriami z CKE lub prosisz nauczyciela o sprawdzenie.
Mini-wniosek: na polskim wygrywa nie ten, kto przeczytał wszystko trzy razy, tylko ten, kto potrafi sprawnie „obsłużyć” typowe zadania egzaminacyjne i wykorzystać lektury jako argumenty.
Matematyka – od paniki do schematów rozwiązań
Wielu ósmoklasistów ma w głowie zdanie: „Jestem humanistą, więc matma to nie dla mnie”. Bardzo często za tym stoi nie brak „talentu”, ale dziury w fundamentach: działania na ułamkach, procentach, wyrażenia algebraiczne. Bez tego każde kolejne zadanie wygląda jak czarna magia.
Najpierw trzeba więc „posprzątać” podstawy. Dobrze działa lista kluczowych umiejętności:
- działania na ułamkach zwykłych i dziesiętnych,
- procenty (w tym obliczanie podatków, rabatów, podwyżek, obniżek),
- proste równania z jedną niewiadomą,
- obwody i pola podstawowych figur (prostokąt, trójkąt, koło),
- odczytywanie danych z wykresów i tabel.
Weź kilka ostatnich arkuszy i wypisz, które typy zadań najczęściej się powtarzają. To one powinny być priorytetem w planie nauki. Zamiast „robić losowe zadania”, dobrze jest pracować blokami tematycznymi: np. cały tydzień zadania z procentami z różnych arkuszy, dopóki nie poczujesz, że widzisz powtarzający się schemat działania.
Przy matematyce szczególnie ważna jest praca na błędach:
W tym miejscu przyda się jeszcze jeden praktyczny punkt odniesienia: Audyt wpisów KEO w firmie: przygotowanie i zakres.
- gdy popełnisz błąd, spróbuj samodzielnie dojść, gdzie dokładnie się pomyliłeś (przeliczenie, zły wzór, źle odczytane dane, nieuwaga),
Matematyka – jak zamienić błędy w swój „tajny zeszyt”
Kacper robił po trzy arkusze tygodniowo. Wyniki stały w miejscu, a on miał wrażenie, że kręci się w kółko. Dopiero gdy zaczął zatrzymywać się przy każdym błędzie i prowadzić „zeszyt wpadek”, punktacja powoli zaczęła iść w górę.
Dobrze działa prosty schemat pracy z zadaniami:
- gdy popełnisz błąd, nie zmazuj go od razu – obok zapisz, co myślałeś, gdy rozwiązywałeś zadanie („pomyliłem wzór na pole z obwodem”, „nie zamieniłem minut na godziny”),
- spróbuj rozwiązać zadanie jeszcze raz, bez podglądania rozwiązania; jeśli dalej nie wychodzi – dopiero wtedy sięgnij po podpowiedź lub klucz,
- najbardziej typowe błędy przepisz do osobnego „zeszytu błędów” – krótko: typ zadania + na czym polegała pomyłka + poprawne rozwiązanie,
- raz w tygodniu przejrzyj ten zeszyt i zrób po 1–2 nowe zadania z każdego „twojego” problemu (np. procenty, jednostki, działania na ułamkach).
Po kilku tygodniach pojawia się efekt uboczny: zaczynasz rozpoznawać swoje „pułapki” jeszcze zanim w nie wpadniesz. Mózg dostaje komunikat: „o, tu zwykle się mylę, bądź uważniejszy”.
Przy matematyce pomaga też ograniczanie chaosu w rozwiązaniach. Wiele punktów ucieka nie dlatego, że ktoś nie umie, ale bo egzaminator nie może dojść, co autor miał na myśli. Prosty nawyk to:
- zostawianie miejsca między kolejnymi krokami obliczeń,
- podkreślanie ołówkiem najważniejszych danych z treści (np. „rabat 20%”, „prędkość 60 km/h”),
- zapisywanie krótkiego komentarza przy kluczowym kroku („tu liczę VAT”, „tu obliczam pole podstawy”).
Mini-wniosek: na matematyce nie wygrywa ten, kto przerobi najwięcej arkuszy, tylko ten, kto z każdego błędu „wyciska” lekcję i porządkuje swój sposób myślenia na kartce.
Język angielski – oswojenie słuchania, czytania i pisania
Ola znała sporo słówek z aplikacji, ale gdy na próbnej pojawiło się nagranie z brytyjskim akcentem, zrozumiała może co trzecie zdanie. Szybko wyszło, że uczyła się angielskiego „na papierze”, a egzamin sprawdza też to, czy język żyje ci w uszach i w ręce.
Warto rozbić angielski na trzy osobne tory:
Słuchanie – „osłuchaj się” z językiem
Zamiast traktować nagrania z arkuszy jak jedyne źródło, lepiej codziennie wrzucić sobie choćby 5–10 minut angielskiego „w tle”:
- krótkie filmiki edukacyjne z napisami,
- fragmenty podcastów dla uczących się (wolniejsze tempo, prostszy język),
- seriale lub bajki po angielsku z angielskimi napisami.
Żeby to nie było tylko pasywne słuchanie, dobrze jest po fragmencie:
- zatrzymać nagranie i spróbować na głos powtórzyć jedno–dwa zdania,
- złapać 3–4 nowe słówka i zapisać je z przykładowym zdaniem,
- streścić po polsku, o czym mniej więcej była mowa.
Przy zadaniach egzaminacyjnych z nagraniami opłaca się czytać pytania przed pierwszym odsłuchem, żeby wiedzieć, na co polować, a przy drugim odsłuchu zaznaczać odpowiedzi.
Czytanie – zrozum sens, a nie każde słowo
Wielu uczniów zatrzymuje się na pierwszym nieznanym słówku i „wypada” z tekstu. Tymczasem egzamin często da się zrobić, rozumiejąc ogólny sens.
Dobry trening to krótkie teksty na poziomie A2–B1 (strony dla uczniów, proste artykuły). Po przeczytaniu zadaj sobie kilka pytań:
- kto, gdzie, kiedy? (podstawowe fakty),
- co się wydarzyło i dlaczego?,
- jakie jest nastawienie autora – pozytywne, negatywne, neutralne?
Następnie spróbuj wyłowić 2–3 kluczowe słówka, których nie znasz, i zapisać je z tłumaczeniem oraz własnym zdaniem. Dzięki temu czytanie zaczyna budować słownictwo, a nie tylko „odhacza” kolejne teksty.
Pisanie – gotowe schematy zamiast pustki w głowie
Najwięcej stresu wywołuje moment, gdy trzeba z niczego stworzyć e-mail czy wpis na blogu. Tu pomaga nauczenie się kilku szablonów.
Praktyczny sposób:
- Zrób listę typów wypowiedzi, które pojawiają się na egzaminie (e-mail, ogłoszenie, wpis na forum).
- Do każdego typu przygotuj sobie pakiet gotowych zwrotów: rozpoczęcie, przejścia między zdaniami, zakończenie (np. „I’m writing to tell you about…”, „First of all…”, „By the way…”, „Best regards”).
- Ćwicz najpierw same szkielety – bez dbania o idealne słownictwo. Liczy się zachowanie struktury i odpowiedź na wszystkie podpunkty z polecenia.
- Raz na kilka dni napisz krótką wypowiedź na czas (10–15 minut) i sprawdź: czy odpowiedziałeś na każde wymaganie? Czy tekst jest w całości po angielsku? Czy nie użyłeś polskich słów w angielskiej formie?
Mini-wniosek: angielski przestaje straszyć, gdy codziennie „dorzucasz cegiełkę” w słuchaniu, czytaniu i pisaniu, zamiast raz na tydzień robić jeden duży test.
Język polski – jak pracować z lekturą, gdy „nie da się tego czytać”
Michał za każdym razem, gdy widział grubszą lekturę, odkładał ją „na weekend”. Weekend nigdy nie nadchodził, a on kończył na streszczeniach z internetu. Na egzaminie brakowało mu konkretów – scen, cytatów, szczegółów.
Żeby lektura nie była męką ciągnącą się tygodniami, można rozbić ją na małe porcje i związać z konkretnym celem:
- zanim zaczniesz, sprawdź krótko: kto napisał, kiedy, o czym ogólnie jest książka – wtedy pierwsze strony nie są aż tak obce,
- czytaj fragmentami (np. 10–15 stron), po każdej porcji zatrzymaj się i jednym–dwoma zdaniami zapisz, co się wydarzyło,
- zaznaczaj (karteczkami, zakładkami) momenty, które cię poruszyły, zdenerwowały albo wydały się ważne – to często gotowe przykłady do rozprawki,
- po skończeniu zrób prostą tabelkę: „Bohater – cechy – dowód z tekstu (sytuacja/cytat)”.
Jeśli nie zdążysz przeczytać wszystkiego od deski do deski, lepiej mieć porządnie ogarnięte fragmenty i główne motywy niż znać tylko tytuł i nazwisko autora. Egzamin nie pyta o numer strony, ale o rozumienie sensu i umiejętność powiązania go z tematem.
Matematyka – praca na arkuszach tuż przed egzaminem
Na miesiąc przed egzaminem wielu uczniów wrzuca tryb „arkusz za arkuszem”. Część popełnia jednak ten sam błąd: robią pełen test, sprawdzają wynik, wzdychają i biorą następny, niczego po drodze nie zmieniając.
Żeby ostatnie tygodnie naprawdę coś dały, warto:
Jeśli chcesz pójść krok dalej, pomocny może być też wpis: Roboty w rolnictwie – drony, autonomiczne traktory i inteligentne nawadnianie.
- robić pełny arkusz w warunkach zbliżonych do egzaminu: czas, cisza, bez telefonu i podglądania wzorów przy każdym zadaniu,
- po sprawdzeniu rozbić błędy na kategorie: rachunkowe, ze zrozumienia treści, z braku znajomości wzorów,
- z arkusza „wyciągnąć” mini-lekcję: np. jeśli poległeś na zadaniach z geometrii, poświęć następny dzień tylko na podobne zadania z innych arkuszy,
- zapisywać przy każdym arkuszu krótką refleksję: co poszło lepiej niż ostatnio, co dalej kuleje.
Dobry rytm w końcówce to np. dwa pełne arkusze tygodniowo + dni tematyczne (jeden temat na dzień), zamiast codziennego, chaotycznego mieszania wszystkiego.
Angielski – ostatnia prosta przed egzaminem
Na kilka tygodni przed egzaminem uczniowie często łapią się za cały materiał naraz: słówka, czasy, konstrukcje. Efekt jest taki, że robi się głośno w głowie, a niewiele się utrwala.
W tym okresie szczególnie przydają się trzy proste działania:
- Powtórka słownictwa „tematycznie” – zamiast losowych słówek z całego roku, weź 1–2 dziennie bloki (np. „dom”, „szkoła”, „podróże”) i przejrzyj fiszki lub listy, układając po 2–3 zdania z każdym nowym słowem.
- Codzienne 5–10 zdań pisemnych – mogą to być odpowiedzi na proste pytania typu „What did you do yesterday?”, „What will you do at the weekend?”; dzięki temu ręka przyzwyczaja się do układania zdań po angielsku.
- Krótkie nagrania na czas – wybierz zadanie słuchowe z arkusza, odpal stoper i zrób je tak, jak na egzaminie; nauczysz się lepiej zarządzać czasem i stresem.
Mini-wniosek: końcówka przygotowań to nie moment na rewolucje, tylko na dopinanie najczęściej spotykanych zadań i oswajanie się z formatem egzaminu.
Strategie dla poszczególnych przedmiotów: matura
Matura z języka polskiego – jak przejść od chaosu lektur do sensownej argumentacji
Ania miała w głowie dziesiątki tytułów, ale gdy siadła do próbnej rozprawki, po trzech zdaniach zabrakło jej argumentów. Zrozumiała, że „czytanie wszystkiego” nie wystarczy, jeśli nie potrafi tego wykorzystać w logicznej wypowiedzi.
Dobrym punktem wyjścia jest zbudowanie własnego „banku” lektur pod najczęstsze motywy: wolność, miłość, bunt, wojna, dojrzałość, władza, samotność, rodzina, człowiek wobec historii. Do każdego motywu możesz dopisać:
- 2–3 lektury, które dobrze go ilustrują,
- krótki opis, jak ten motyw się tam przejawia,
- po jednej scenie lub cytacie, który nada się jako dowód.
Nie chodzi o to, by znać każdy szczegół wszystkich pozycji z listy, ale by przy większości tematów maturalnych móc szybko sięgnąć po 2–3 solidne przykłady.
Drugi filar to analiza tekstu i formułowanie tezy. Wielu maturzystów ma kłopot nie dlatego, że „nic nie wie”, ale bo po przeczytaniu tekstu publicystycznego czy fragmentu prozy nie potrafi nazwać głównego problemu.
Pomaga regularny trening:
- raz–dwa razy w tygodniu czytaj tekst zbliżony do maturalnego (reportaż, esej, felieton),
- po lekturze odpowiedz sobie na trzy pytania: „o czym jest ten tekst?”, „co autor o tym sądzi?”, „na jakich przykładach to pokazuje?”,
- spróbuj sformułować jedną, krótką tezę pod potencjalną rozprawkę, np. „Autor pokazuje, że prawdziwa odwaga to…”.
Jeśli chodzi o samo pisanie, dobrą rutyną jest:
- Ćwiczyć plany wypowiedzi – przez kilka dni rób tylko konspekty: teza + 2–3 argumenty + lektury/podania przykładu do każdego. Bez pełnego rozwijania akapitów.
- Raz w tygodniu napisać jedną pełną pracę w limicie czasowym (np. 70–90 minut),
- Po napisaniu przejść przez nią jeszcze raz pod kątem kryteriów: czy w każdym akapicie masz jasno sformułowaną myśl? Czy każdy argument wspierają konkretne przykłady z tekstów kultury? Czy nie odpływasz od tematu?
Mini-wniosek: na maturze z polskiego kluczowa jest umiejętność „złapania” tematu i poprowadzenia myśli od tezy, przez argumenty, po sensowne podsumowanie, zamiast „rozlewania się” po wszystkich możliwych lekturach.
Matura z matematyki – jak uporządkować poziom podstawowy
Paweł na słowo „matura z matmy” miał skojarzenie: „i tak nie zdam wysoko”. Kiedy wspólnie z nauczycielem rozłożyli arkusze na części, okazało się, że spora ich część to umiejętności, które już ma – musi tylko przestać wszystko wrzucać do jednego worka „matma”.
Dobrym krokiem jest stworzenie własnej „mapy tematów” poziomu podstawowego, np.:
- liczby rzeczywiste (działania, potęgi, pierwiastki),
- procenty i proporcje,
- funkcje (szczególnie liniowa i kwadratowa),
- geometria płaska (trójkąty, czworokąty, koło),
Najważniejsze punkty
- Przygotowanie do egzaminu to maraton: wygrywa ten, kto ma prosty system i trzyma tempo przez tygodnie, zamiast robić chaotyczne „zrywy” nauki tuż przed terminem.
- Punkt wyjścia to rzetelna diagnoza, czyli rozwiązanie pełnego próbnego arkusza na czas, w warunkach jak na prawdziwym egzaminie, a nie poleganie na wrażeniu „chyba coś umiem”.
- Po każdym arkuszu trzeba rozbić wynik na trzy kategorie – „umiem”, „kojarzę”, „nie mam pojęcia” – i z konkretnych zadań ułożyć listę braków tematycznych, która staje się bazą planu nauki.
- Błędy wynikają zwykle z czterech źródeł (braki w treści, słaba strategia rozwiązywania, zbyt wolne tempo, stres), więc przygotowanie musi obejmować nie tylko powtórkę materiału, ale też trening czytania poleceń, zarządzania czasem i radzenia sobie z napięciem.
- Ósmoklasista powinien przede wszystkim wzmocnić fundamenty (czytanie ze zrozumieniem, podstawowe formy wypowiedzi, rachunki, gramatykę i słownictwo), natomiast maturzysta – ćwiczyć głębszą analizę, interpretację i zadania otwarte, łączące wiedzę z różnych działów.
- Regularna praca z kilkoma próbnymi arkuszami w odstępach czasu pozwala zauważyć powtarzające się schematy błędów i stopniowo je eliminować, zamiast liczyć na jednorazowy „cud” w dniu egzaminu.






